Zerwałam się z łóżka i pobiegłam d łazienki. No tak dziecko. Daje się we znaki. To jest bardzo uciążliwe ponieważ nie mam nic w żołądku i taka męczarnia. Nie uśmiecha mi się to ale cóż. Wypłukałam buzię i wróciłam do łózka.
- Co się dzieje?- Pyta Jake
- Nic. Już w porządku.
- Powiedz mi co jest.
- Nic. Przez kilka najbliższych tygodni tak będzie.
- Dlaczego?
-Maleństwo rośnie.- Kładę się na boku. Czuję jak mnie przyciąga.
- Jeszcze nie widać.
- Poczekaj jeszcze ze cztery miesiące ciekawe co w tedy powiesz.
- Wtedy będę opowiadał dzidzi jaki to tatuś jest wspaniały.- Całuje mnie słodko i zasypiamy.
- Kochanie- Budzi mnie.- Misiu otwórz oczka.
- Co się stało?- Sennie pytam.
-Ubieraj się- Mówi.- Jedziemy do pracy.
-Już? Która godzina?
- 7,10.
-Już wstaję- Zaczęłam się podnosić i złapał mnie silny ból w podbrzuszu.- Aj-Syknęłam
- Co się stało?
- Kurcz mnie łapie.
-Dasz radę wstać?
-Tak. Już się ubieram.
-Dobrze, pomóc ci?
-Nie, dam sobie rade. - Wstaję i zakładam spodnie . Jake dziwnie mi się przygląda.
-Co?- pytam
-Patrzę na twój brzuch. - Mówi - I lekko jest zaokrąglony.
- Już się tak nie podniecaj. Jeszcze będziesz miał dosyć spania z ciężarówką.
-Przesadzasz.
- Zobaczysz. Ja cie ostrzegam- śmieję się
- Zobaczymy. Ale łóżko mamy duże więc spokojnie się zmieścimy.
-Zobaczymy, Zobaczymy. Poczekaj jak się urodzi.
- Nie strasz mnie.
- Spokojnie kotku. Jeszcze sporo czasu.
- A co będzie?
- Nie wiem chyba palcem mi nie zbada.
- To on ci tam grzebie?!- na te słowa wybucham głośnym śmiechem.
- Musi mnie zbadać. Chyba normalne.
- Ja jak ja sobie tego nie życzę?
- Nie masz nic do powiedzenia w tym momencie. Zrobiłeś mi dziecko to siedź cicho. To ja będę rodziła i to ja będę się męczyła całą ciążę.
- Ale ja będę przy porodzie.
-No ja mam nadzieję. Ni myśl sobie że ci odpuszczę. - Idę do łazienki i myję się. Maluję i wychodzimy. Wchodzimy jako pierwsi do przedszkola i wszystko rozstawiamy. Krzesełka, Stoliki, zabawki. Pierwsza niania później pierwsze dzieci. Tak do południa krzątałam się po salach. Kiedy usiadłam normalni czułam jak nogi i puchnął.
- Dobrze się czujesz?
-Mhm- Położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy.
- Ej mała co jest?
- No nic. Stopy mi puchnął i nie bardzo mogę już chodzić.
- Bardzo?
-To sobie zobacz ja nie ma siły się podnieść.
- Nie będę cię męczył Prześpij się.
- Jestem w pracy.
- I twój narzeczony jest twoim szefem. A polecenia szefa się wykonuje.- Złapałam go za krawat i przyciągnęłam do siebie. - Co robisz?
- Próbuje cię przytulić.
- Aj, aj, aj. Moja żabcia chce się poprzytulać.
-Nie to nie- Odkręciłam się do niego plecami.
- No już się nie fochaj. Niki.
-Nie focham się.
- Tylko?
-Odpoczywam- mówię cierpliwie.
- To odpoczywaj. A maleństwo razem z tobą.- Położył dłoń na moim brzuchu.
- A z kim ma odpoczywać? A tobą?
-Jak? To raczej nie realne.
- No właśnie. Długo tu jeszcze będziesz?
-Nie wiem. Pewnie do 4 tak jak zawsze.
- To ja idę do domu. Zrobię coś do jedzenia i się położę.
-Dobrze kochanie. Postaram się wrócić jak najszybciej.
-Dobrze. - Zabrałam rzeczy i wyszłam.
- Co się dzieje?- Pyta Jake
- Nic. Już w porządku.
- Powiedz mi co jest.
- Nic. Przez kilka najbliższych tygodni tak będzie.
- Dlaczego?
-Maleństwo rośnie.- Kładę się na boku. Czuję jak mnie przyciąga.
- Jeszcze nie widać.
- Poczekaj jeszcze ze cztery miesiące ciekawe co w tedy powiesz.
- Wtedy będę opowiadał dzidzi jaki to tatuś jest wspaniały.- Całuje mnie słodko i zasypiamy.
- Kochanie- Budzi mnie.- Misiu otwórz oczka.
- Co się stało?- Sennie pytam.
-Ubieraj się- Mówi.- Jedziemy do pracy.
-Już? Która godzina?
- 7,10.
-Już wstaję- Zaczęłam się podnosić i złapał mnie silny ból w podbrzuszu.- Aj-Syknęłam
- Co się stało?
- Kurcz mnie łapie.
-Dasz radę wstać?
-Tak. Już się ubieram.
-Dobrze, pomóc ci?
-Nie, dam sobie rade. - Wstaję i zakładam spodnie . Jake dziwnie mi się przygląda.
-Co?- pytam
-Patrzę na twój brzuch. - Mówi - I lekko jest zaokrąglony.
- Już się tak nie podniecaj. Jeszcze będziesz miał dosyć spania z ciężarówką.
-Przesadzasz.
- Zobaczysz. Ja cie ostrzegam- śmieję się
- Zobaczymy. Ale łóżko mamy duże więc spokojnie się zmieścimy.
-Zobaczymy, Zobaczymy. Poczekaj jak się urodzi.
- Nie strasz mnie.
- Spokojnie kotku. Jeszcze sporo czasu.
- A co będzie?
- Nie wiem chyba palcem mi nie zbada.
- To on ci tam grzebie?!- na te słowa wybucham głośnym śmiechem.
- Musi mnie zbadać. Chyba normalne.
- Ja jak ja sobie tego nie życzę?
- Nie masz nic do powiedzenia w tym momencie. Zrobiłeś mi dziecko to siedź cicho. To ja będę rodziła i to ja będę się męczyła całą ciążę.
- Ale ja będę przy porodzie.
-No ja mam nadzieję. Ni myśl sobie że ci odpuszczę. - Idę do łazienki i myję się. Maluję i wychodzimy. Wchodzimy jako pierwsi do przedszkola i wszystko rozstawiamy. Krzesełka, Stoliki, zabawki. Pierwsza niania później pierwsze dzieci. Tak do południa krzątałam się po salach. Kiedy usiadłam normalni czułam jak nogi i puchnął.
- Dobrze się czujesz?
-Mhm- Położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy.
- Ej mała co jest?
- No nic. Stopy mi puchnął i nie bardzo mogę już chodzić.
- Bardzo?
-To sobie zobacz ja nie ma siły się podnieść.
- Nie będę cię męczył Prześpij się.
- Jestem w pracy.
- I twój narzeczony jest twoim szefem. A polecenia szefa się wykonuje.- Złapałam go za krawat i przyciągnęłam do siebie. - Co robisz?
- Próbuje cię przytulić.
- Aj, aj, aj. Moja żabcia chce się poprzytulać.
-Nie to nie- Odkręciłam się do niego plecami.
- No już się nie fochaj. Niki.
-Nie focham się.
- Tylko?
-Odpoczywam- mówię cierpliwie.
- To odpoczywaj. A maleństwo razem z tobą.- Położył dłoń na moim brzuchu.
- A z kim ma odpoczywać? A tobą?
-Jak? To raczej nie realne.
- No właśnie. Długo tu jeszcze będziesz?
-Nie wiem. Pewnie do 4 tak jak zawsze.
- To ja idę do domu. Zrobię coś do jedzenia i się położę.
-Dobrze kochanie. Postaram się wrócić jak najszybciej.
-Dobrze. - Zabrałam rzeczy i wyszłam.