poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 1* NOWE OPOWIADANIE

Wchodziłam właśnie na lodowisko. Od lat jeżdżę na łyżwach. Uwielbiam to robić. Miałam właśnie zacząć próbe z instruktorem. Wjechałam na środek i zaraz do mnie podjechał chłopak w moim wieku nie starszy. Właściwie wjechało ich pięciu. Zaraz jeden z nich pojdechał do mnie. Objechał mnie dookoła i obleciał wzrokiem. To nie było miłe z jego strony. Zaraz na środek wyjechał Mój trener.
E-Co oni tu robią?
J-Mnie się pytasz?
E-No tak..
J-Nie wiem.
E-No dobra to na początek może...-zaciął się jak zobaczył co oni wyczyniają. Jeździli sobie gdzie chcieli.-Może... Hmm Piruet na lodzie.
J-Okey.-Odjechałam kawałek i ignorując ich jak się da zrobiłam piruet.
E-Świetnie Tylko może spróbuj na ząbkach bardziej schodząc na palce.
J-wole nie bo sobie kostkę skręcę.
E-No dalej nie marudź tylko rób.
Ja pierdole. Wyluzuj koleś. Coś nerwowy dzisiaj jesteś. Odjechałam kawałek i tak jak mi powiedział zrobiłam. Przy następnym już jednak upadłam na lód i dzięki temu skręciłam kostkę. Zaraz podjechał Eliot.
E-Nic ci nie jest?
J-Nie kurwa nic mi nie jest-wrzasnęłam na niego
E-To wstawaj i do roboty.
J-Zostaw mnie. Mam cie dosyć.
E-Wstawaj.-wrzasną
J-Spieprzaj.-Powiedziałam i wstałam z Lodu. Chcąc pojechać do bandy złapał mnie za łokieć powodując moce wygięcie się kostki. Aż mi strzeliłą.
E-Chcesz wygrać te zawody czy nie?
J-Nie. Nie mam zamiaru robić to co mi każesz.
E-Czyżby?
Popchną mnie tak że się przewróciłam.  Nie byłam w stanie wstać.
Gdy zszedł z lodowiska i znikną w przebieralni zakryłam twarz dłońmi.
J-Pieprzony frajer- mruknęłam pod nosem a za sobą usłyszałam stłumiony śmiech.
A-Ciocia!!!-pisnęła.
J-O nie-mruknęłam pod nosem.
A- Hejka...
J-Hej...
A-Idziemy???
J-Nie nigdzie nie idę.
A-co się stało?
J-Nie mogę. Musze jeszcze poćwiczyć.
A-A przyjdziesz później?
J-Jak się będę dobrze czuła to tak
Mała wybiegła. Jak ja jej nie znosze. Uhh Normalnie lać i patrzeć czy żyje.
Zaraz podjechał do mnie jakiś chłopak z Białym krzyżykiem na ramieniu co oznaczało pomoc medyczną.
K-Dzień dobrzy jestem Kris. Wszystko w porządku? Zapytał a ja spojrzałam na niego wzrokiem " to nie twój interes koleś"
J-Nic mi nie jest.
K-Nie powiedziałbym. Kostka panią nie boli?
J-A co cię to obchodzi?
K-Bo mnie tu wezwano.
J-Kurwa mać jaka ciota. Zabije go..
K-spokojnie. Może pani poruszyć kostką?
J-Nie wiem nie mogę bo mam łyżwe.
K-Może podjedźmy do bandy będę mógł usztywnić kostke...
J-Nie. Nic mi nie jest.
Zmusiłam się do wstania i z bólem wypisanym na twarzy pojechałam do bandy i zaszłam siadając na pierwszej ławeczce jaką miałam pod ręką.
K-Może jednak zobaczę.
J-Nie, nie dotykaj mnie.
K-Ja chce tylko pomóc.
J-Nie, nic mi nie jest.
K-Boli?-spytał łapiąc moją kostke. Skrzywiłam się-Tak też myślałem. Ma pani wybitą ze stawu kość.-Do bandy podjechał jakiś chłopak. Zaczął mi się przyglądać.
J-Kurwa kris puśc mnie sama umiem o siebie zadbać.
K-Gabi?? No tak już cię poznaje. To ty byłaś w zastępstwie  za Perrie.
J- No wow ale orientacja-powiedziałam.
K-Nic się nie zmieniłaś.-powiedział.
J-A tu za to tak
K-Poważnie bardzo się zmieniłaś...
J-Ale już skończyłam z tym Wróciłam do szpitala.
K-Serio?
J-Tak
K-Może będziemy się częściej widywać.
J-Może-powiedziałam a on wyszdeł.-Uff-powiedziała pod nosem. Zdążyłam zmienić buty. i zobaczyłam rosnącą panikę między chłopakami. Podbiegłam zobaczyć co się stało. Tam jeden dostał jakichś drgawek. Szybko podbiegłam.-Ty- Wskazałam na jednego z nic- dzwonisz po pogotowie.- Podeszłam do niego i unieruchomiłam głowe.-Bierze jakieś leki?

1 komentarz: