W łazience poprosiłam żeby Niall wyszedł. Odkręciłam wodę i weszłam pod prysznic. Gorąca woda rozluźniła moje mięśnie. Wylałam na dłoń trochę żelu pod prysznic i dokładnie namydliłam ciało. Gdy już było dobrze spłukane umyłam włosy i ogoliłam nogi. Gdy ogólnie doprowadziłam się do porządku założyłam bieliznę i narzuciłam jakąś starą koszulę Liasia. Wyjęłam suszarkę i podsuszyłam włosy. Patrzyłam tak na siebie w lusterku kiedy drzwi otworzyły się i zamknęły z hukiem. Odwróciłam głowę i zobaczyłam wściekłego brata.
-O nie-szepnęłam.
-Co to było?-zapytał
-Nic-powiedziałam cicho.
- Odpowiedz mi-mówi starając się zapanować nad gniewem.- Spałaś z nim?
-Tak. W jednym łóżku.-odpowiadam spokojnie.
-Uprawiałaś z nim..
-Nie na litość boską nie. Dlaczego mnie o to podejrzewasz?
-Tylko się pytam. Nie chcę zostać wujkiem.-powiedział już spokojnniej
- Liam... Jak będę potrzebowała pomocy przyjdę, już nie raz przychodziłam i wiesz o tym. A po za tym ja też nie planuję dzieci a przynajmniej na razie więc wiem jak się zabezpieczać.-Mówię a on przytula mnie przyciągając do siebie.
-Wiem ja się po prostu martwię-mruczy mi do ucha.- Pojedziesz z nami w trasę?
-Nie Liam. Nie mogę.
-Możesz- Mówi- Chciałbym żebyś pojechała.
-Liam to tylko kilka tygodni.
-Chyba miesięcy.
-Pojadę do mamy-powiedziałam i odłożyłam suszarkę. Wzięłam podkład i minimalne ilości nałożyłam na buzię. Podkreśliłam oczy tuszem do rzęs. Patrzył na mnie z niedowierzaniem
-Co ci się stało?
-A co miało?
- Nie malujesz się?
-Już się pomalowałam.
-I tak zamierzasz wyjść?
-Dzisiaj siedzę w domu-mówię
-Aha i to wszystko tłumaczy-uśmiecha się- Ubieraj się. Głodny jestem-mówi.
-A o chcesz na śniadanie?-Pytam
-Coś dobrego. Zaskocz mnie
- Jak sobie życzysz
-Tylko nie brokuły
- Chyba chcesz żebym się porzygała...
-Nieee...-przeciąga słowo uśmiechając się wychodzi. Dokończyłam się malować i wyszłam już gotowa z pomysłem co zrobić jeść. Powoli zeszłam do kuchni w koszuli i spodenkach. Wyjęłam z szafki makaron wstawiłam wodę żeby się ugotował. W między czasie wyjęłam patelnię i potrzebne rzeczy do przygotowania śniadania.
- Co ty kombinujesz?-Pyta mój brat.
- Coś pysznego-odpowiadam słodko...Uśmiechnął się do mnie łagodnie.- Już poszli?
-Zaraz wrócą. Nie martw się.-poinformował mnie.
-Dalej się gniewasz?-zapytałam brata
-Tak-odpowiedział szczerze.
-Przepraszam- powiedziałam i wyłączyłam gaz. Usadziłam się jemu na kolanach i przytuliłam.- Nie chcę żebyś się gniewał na mnie.
-Zrób mi śniadanie-powiedział i wiedziałam że koniec tematu. Zacisnęłam zęby i wróciłam do śniadania. Postawiłam na stole parujący półmisek i poszłam do pokoju, z hukiem zatrzaskując drzwi weszłam do garderoby. Przeglądałam swoje ciuchy. W szafie przesiedziałam dobre 3 godziny. W końcu się położyłam i leżałam patrząc na ubrania.
Wchodziłam do sklepu zrobić zakupy ale coś przykuło moją uwagę po drugiej stronnie ulicy. O kurde... Mój ojciec... Nie wierzę.
Jak to możliwe. Szybkim krokiem ominęłam sklep i poszłam do domu. Weszłam tak szybko jak się tylko dało. Pobiegłam na górę nie zwracając uwagi na Liama. Zapłakana weszłam do łazienki. zamknęłam drzwi i zsunęłam się po chłodnych płytkach.
-Niki?-zapytał zdezorientowany.- Niunia co się dzieje?
-Nic idź sobie.-wychrypiałam.
-Nie. Wchodzę.-powiedział i z impetem otworzył drzwi. Widząc mnie w tym stanie stanął jak wmurowany.-Co się stało?
-A czy to ważne?
-Ważne.-powiedział. Wiesz że się martwię o ciebie.
- O mnie się nie martw, ja sobie radę dam.
-Powiedz mi co się stało?
-Nie. Nie mogę.
-Niki-zaczął ostro- Mów.
- Muszę wyjechać na jakiś czas. Nie szukaj mnie, nie kontaktuj nic.
-Ale... Co się dzieje do cholery jasnej.
-Liam zaufaj mi. Proszę.
-Ufam ci ale nie lubię nic nie wiedzieć.
-Powiem ci ale w swoim czasie.
-Proszę.
-Nie dam rady.
-Dasz. Proszę...- poszłam do pokoju, spakowałam rzeczy i odjechałam.
-O nie-szepnęłam.
-Co to było?-zapytał
-Nic-powiedziałam cicho.
- Odpowiedz mi-mówi starając się zapanować nad gniewem.- Spałaś z nim?
-Tak. W jednym łóżku.-odpowiadam spokojnie.
-Uprawiałaś z nim..
-Nie na litość boską nie. Dlaczego mnie o to podejrzewasz?
-Tylko się pytam. Nie chcę zostać wujkiem.-powiedział już spokojnniej
- Liam... Jak będę potrzebowała pomocy przyjdę, już nie raz przychodziłam i wiesz o tym. A po za tym ja też nie planuję dzieci a przynajmniej na razie więc wiem jak się zabezpieczać.-Mówię a on przytula mnie przyciągając do siebie.
-Wiem ja się po prostu martwię-mruczy mi do ucha.- Pojedziesz z nami w trasę?
-Nie Liam. Nie mogę.
-Możesz- Mówi- Chciałbym żebyś pojechała.
-Liam to tylko kilka tygodni.
-Chyba miesięcy.
-Pojadę do mamy-powiedziałam i odłożyłam suszarkę. Wzięłam podkład i minimalne ilości nałożyłam na buzię. Podkreśliłam oczy tuszem do rzęs. Patrzył na mnie z niedowierzaniem
-Co ci się stało?
-A co miało?
- Nie malujesz się?
-Już się pomalowałam.
-I tak zamierzasz wyjść?
-Dzisiaj siedzę w domu-mówię
-Aha i to wszystko tłumaczy-uśmiecha się- Ubieraj się. Głodny jestem-mówi.
-A o chcesz na śniadanie?-Pytam
-Coś dobrego. Zaskocz mnie
- Jak sobie życzysz
-Tylko nie brokuły
- Chyba chcesz żebym się porzygała...
-Nieee...-przeciąga słowo uśmiechając się wychodzi. Dokończyłam się malować i wyszłam już gotowa z pomysłem co zrobić jeść. Powoli zeszłam do kuchni w koszuli i spodenkach. Wyjęłam z szafki makaron wstawiłam wodę żeby się ugotował. W między czasie wyjęłam patelnię i potrzebne rzeczy do przygotowania śniadania.
- Co ty kombinujesz?-Pyta mój brat.
- Coś pysznego-odpowiadam słodko...Uśmiechnął się do mnie łagodnie.- Już poszli?
-Zaraz wrócą. Nie martw się.-poinformował mnie.
-Dalej się gniewasz?-zapytałam brata
-Tak-odpowiedział szczerze.
-Przepraszam- powiedziałam i wyłączyłam gaz. Usadziłam się jemu na kolanach i przytuliłam.- Nie chcę żebyś się gniewał na mnie.
-Zrób mi śniadanie-powiedział i wiedziałam że koniec tematu. Zacisnęłam zęby i wróciłam do śniadania. Postawiłam na stole parujący półmisek i poszłam do pokoju, z hukiem zatrzaskując drzwi weszłam do garderoby. Przeglądałam swoje ciuchy. W szafie przesiedziałam dobre 3 godziny. W końcu się położyłam i leżałam patrząc na ubrania.
Wchodziłam do sklepu zrobić zakupy ale coś przykuło moją uwagę po drugiej stronnie ulicy. O kurde... Mój ojciec... Nie wierzę.
Jak to możliwe. Szybkim krokiem ominęłam sklep i poszłam do domu. Weszłam tak szybko jak się tylko dało. Pobiegłam na górę nie zwracając uwagi na Liama. Zapłakana weszłam do łazienki. zamknęłam drzwi i zsunęłam się po chłodnych płytkach.
-Niki?-zapytał zdezorientowany.- Niunia co się dzieje?
-Nic idź sobie.-wychrypiałam.
-Nie. Wchodzę.-powiedział i z impetem otworzył drzwi. Widząc mnie w tym stanie stanął jak wmurowany.-Co się stało?
-A czy to ważne?
-Ważne.-powiedział. Wiesz że się martwię o ciebie.
- O mnie się nie martw, ja sobie radę dam.
-Powiedz mi co się stało?
-Nie. Nie mogę.
-Niki-zaczął ostro- Mów.
- Muszę wyjechać na jakiś czas. Nie szukaj mnie, nie kontaktuj nic.
-Ale... Co się dzieje do cholery jasnej.
-Liam zaufaj mi. Proszę.
-Ufam ci ale nie lubię nic nie wiedzieć.
-Powiem ci ale w swoim czasie.
-Proszę.
-Nie dam rady.
-Dasz. Proszę...- poszłam do pokoju, spakowałam rzeczy i odjechałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz