H-Tak insulinę.
J-Ma ją przy sobie?
H-Chyba w kurtce.
J-Goń po nią.-Ten szybko poleciał po nią. Po kilku sekundach podał mi strzykawke. Ja zwinnie ją wbiłam w brzuch i Czekałam aż zacznie działać. Po 3 minutach przestał drgać a ja odetchnęłam z ulgą. Otworzył oczy ale nie zdjęłam ręki z jego twarzy gdyby atak miał się powtórzyć.- Uwolnijcie mu ręce. Wiesz co się stało?
M-Nie.
J-Wiesz gdzie jesteś?
M-Na lodowisku.
J-Z kim?
M-Z Harrym Louisem Zaynem i Niallem i Liamem
J-Zgadza się?-spytałam się ich a oni tylko skinęli głowami.-Jak się nazywasz?
M-Mark Sander.
J-Ile masz lat?
M-19
J-Gdzie mieszkasz?
M-A co na randke chcesz się umówić?
J-Z tobą?!! chyba śnisz sprawdzam twoją pamięć czy nie uderzyłeś się za mocną w głowe
M-Zimne
Przekręciłam jego głowe tak że nie dotyka policzkiem lodu. Wciąż trzymałam jego głowe w mocnym uścisku. Spojrzał na mnie i zaczął mi się przyglądać. Na lodowisko wbiegli senitariusze
K-Co jest?-Zapytał gdy zgarną mnie na bok.
J-Dostał drgawek. Około 3 minut trwały Dostał insulinę i mu przeszło.
K-Pytałaś się jak się nazywa?
J-Tak .Mark Sander 19 lat nie powiedział gdzie mieszka nie zdążył odpowiedzieć.
K-Dobra robota mała.
Opuścił mnie i pobiegł do karetki a ja poszłam się dalej przebierać. Podszedł do mnie jakiś chłopak.
H-Emm przepraszam...
J-Tak?
H-Czy on przeżyje?
J-Nie wiem jade właśnie do szpitala.
H-Zabierzesz nas? To nasz przyjaciel.
J-Szybko-powiedziałam i zaczęłam się pakować. 10 minut później byłam już na miejscu. Od razu pobiegła na oddział i założyłam uniform i wyszłam już jako doktor Jesica Grey. Poszła dowiedzieć się co i jak. Jak już miałam informacje na jego temat okazało się że jestem jego lekarzem prowadzącym.-Cholera-powiedziałam do siebie. Poszłam do jego sali. Wchodząc zauważyłam objawy te same co wcześniej. Na sale wbiegli pomocnicy i od razu podałam mu zastrzyk. Jego ciało zaczęło się dziwnie przebarwiać.-Cholera.-wrzasnęłam i na sale wszedł akurat przechodzący lekarz.
L-No to mamy zgon.-powiedział.
J-Co?-Z wrażenia aż siadłam Z jego monitora zaczął lecieć pojedynczy ogłuszający dźwięk. Ze łzami w oczach wyszłam z sali i zaczepił mnie ten chłopak z lodowiska. Po mojej minie wywnioskował że nie żyje. Mocno mnie przytulił.-Przepraszam- wyszeptałam
H-To nie twoja wina.
J-Mogłam zrobić coś jeszcze ale nie zdążyłam. Gdybym pojechała z nimi żyłby.
H-To ni twoja wina-powiedział.
J-Musze iść do pracy.-powiedziałam.
H-O której kończysz.
J-O 10.30
H-Przyjedziemy po ciebie.
J-Nie dziękuje.- Za tym chłopakiem zemdlał ten słodki blondynek. Od razu zainterweniowałam.- Podaj tę torbę.-Chłopak podsuną ją pod nogi. Po kilku sekundach odzyskał przytomność. Zaprowadziłam go do gabinetu. Położyłam go na leżaczku i powoli odzyskiwał kolory.
N-Dziękuje.-powiedział.- Jesteś dobrą kobietą
J-Dziękuje.
N-Za co?
J-Za komplement-powiedziałam a on się zarumienił.
N-Nie ma za co -wybąkał.
J-Jak się czujesz?
N-Dlaczego on umarł?-spytał smutno
J-Nie wiesz czy on przebywał w jakimś złym towarzystwie?
N-Tak... Eee po ostatniej imprezie... Zaczął coś brać.
J-Cholera-powiedziałam i wstałam-zaczekaj tu. Pobiegłam do Hausa.
Hu-Co jest?
J-Ten chłopak co zmarł...Miał przebarwienia po facie.
Hu-I co z tym
J-To nie powinno go zabić.
Hu-Dobre mała. Co to może być... -zamyślił się.
J-Limfotynina -powiedziałam.
Hu-Tak ale czemu drgawki.
J-Wywołało to ten Narkotyk .Był uzależniony. I to spowodowało drgawki.
Hu-Dobre. Masz u mnie plusa.
J-Dzięki.
Jej! Kocham takie opowiadanka <3 czekam na nn
OdpowiedzUsuńChcę dalsze rozdziały!!!
OdpowiedzUsuń